Jak złapać najprawdziwszy ułamek prawdy o kimś?

Portrety to zarazem niesamowicie pasjonująca jak i trudna sztuka fotografowania ludzi. Potencjalnie daje nieskończoną możliwość pokazania człowieka, a z drugiej strony, jest ogromnym wyzwaniem dla fotografa, który zadaje sobie odwieczne pytanie – jak pokazać kogoś od najprawdziwszej strony. Najprawdziwszej możliwej bo, moim zdaniem, ułamek sekundy zapisu fotograficznego nigdy nie pokaże całej jego prawdy o człowieku. Jak zatem złapać najprawdziwszy ułamek prawdy o kimś?

Bombaj, Goa, luty 2025

Jeśli się postaram, poprawię, uśmiechnę, ustawię, to z pewnością wypadnę na zdjęciu lepiej?

Możliwości z gruntu są dwie – fotografowany wie lub nie wie, że zdjęcie jest mu robione. Zwolenników tych obu sposobów jest, myślę, po równo. Jeśli chodzi o modeli, to ci z kolei, są w absolutnej większości w grupie świadomej robionego im portretu, z prozaicznego powodu – jeśli się postaram, poprawię, uśmiechnę, ustawię, to z pewnością wpadnę na zdjęciu lepiej. Moim zdaniem jest odwrotnie.

 

Ziarenka prawdy…

Jeśli zdjęcie jest robione spontanicznie, a sam model się o tym nie zorientuje, moim zdaniem, ziarenek prawdy w tym portrecie jest o wiele więcej, Z pewnością emocje, wyraz twarzy są bardziej naturalne, a złapana chwila jest najbardziej autentyczna.

W Indiach wszystko na odwrót…

W Indiach było to zadziwiająco trudne. I to wcale nie dlatego, że ludzie na ulicy nie chcieli zdjęć i na przykład zasłaniali się, uciekali, unikali aparatu, jak zazwyczaj dzieje się w czasie moich podróży. Wręcz na odwrót! Mieli magiczną zdolność zauważania aparatu na odległość i niewyobrażalnie dużą ochotę do pozowania do zdjęć! Zupełnie nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak się dzieje. A może po prostu z naturalnej otwartości, wewnętrznej radości kontaktu z drugim człowiekiem i chęci bliskości z nim? Jeśli do tego dorzucimy fakt, że bardzo często za zrobione zdjęcie mi dziękowali!, chcieli więcej, a często nawet fotografować się ze mną!, kogel-mogel zdaje się być wybuchowy. Robienie spontanicznych portretów, przeradza się w Indiach w trwającą czasami długo, przygodę nawiązywania z nimi kontaktów przez obraz, bo często nie mówiliśmy żadnym wspólnym językiem.

My z kolei wolimy się nie widzieć…

Gdy teraz patrzę na tę portretową indyjską historię z dystansu, myślę sobie, że to, co spotkało mnie tam, powinno dziać się na co dzień i u nas! Otwartość, bliskość, kontakt, spontaniczność, to przecież podstawy dobrej relacji, a w konsekwencji dobrego portretu. Dlaczego nam, w naszej kulturze, tak bardzo tego brakuje? Mam wrażenie że, z jednej strony robimy miliardy zdjęć na social media, a z drugiej strony, coraz bardziej się na nich oddalamy, zasłaniamy, chowamy za okularami słonecznymi, słomianymi kapeluszami z dużym rondem, w drugim rzędzie, albo od tyłu. Dzieje się tak w naszym zachodnim świecie i odnoszę wrażenie, że ta tendencja coraz bardziej się pogłębia. Wolimy się nie widzieć…

Wolę “hinduskie” podejście…

Jak widać, nie jest łatwo z portretem, bo ani unikanie spojrzenia w obiektyw, ani nachalne zaglądanie w niego, nie ułatwiają zadania. Gdybym jednak miała wybierać, to zdecydowanie wolę “hinduskie” podejście do niego. W całej tej bowiem zabawie w ustawianie i pozowanie do zdjęć, udało mi się znaleźć całkiem sporo przestrzeni do wielu spontanicznych i autentycznych kadrów, zrobionych gdzieś pomiędzy jednym, a drugim idealnym uśmiechem. Zdecydowanie wolę otwartość, bliskość i kontakt. Już myślę, jakie obiektywy portretowe spakuję na kolejną wyprawę do Indii..

W tym chaosie jest metoda – Neapol

W tym chaosie jest metoda – Neapol

MIEJSCA Wiele razy słyszałam, że Neapol jest brzydki. Że to nie Włochy jakie znamy i lubimy. Że brudno i byle jak... Długo też nie udawało mi się dotrzeć do Neapolu, by rzeczywistość skonfrontować z moim odbiorem tego miasta. Jest to miejsce zaskakujące. Ani brzydkie,...

Znowu Grecja? :)

Znowu Grecja? 🙂

Znowu Grecja? Mam znajomego, który całe życie jeździ z żoną na wakacje do Grecji... Kiedyś nie mogłam tego zrozumieć. Dziś powoli dociera do mnie, że jest to kraj nie tylko niezwykle uroczy, ale też, po kilku do niego podróżach, stwierdzam, na tyle różnorodny, że...